"Niektórzy oczekują od nas rzeczy niemożliwych,
jednocześnie nie dając od siebie nic w zamian..."
- Cześć, z tej strony Crazy Girl. Ostatnio wiele osób w szkole słuchało piosenki Bruno Marsa "The Lazy Song". No.. Powiem wam, że macie niezły gust! Tak... Możliwe, że się wydałam z jakiej szkoły jestem. To Marino High School. Jesteście świetni i powiem wam, że chłopaki ze szkolnej drużyny koszykarskiej, postarali się w tegorocznych zawodach. Mamy srebrny medal i puchar za 2 miejsce, a to już coś! A teraz puszczę wam piosenkę, która zwaliła mnie z nóg. Nasz kochany Bruno Mars i jego nowa piosenka "It Will Rain"! – Włączyłam piosenkę i ściągnęłam słuchawki kładąc je na łóżku. Jestem sobą, kiedy prowadzę audycję. A no tak, nawet nie wiecie kim jestem!
Nazywam się Laura Marano. Brunetka, z rozjaśnionymi końcówkami. Czekoladowe oczy, których nienawidzę! Zawsze pragnęłam mieć zielone... No cóż. W szkole szara myszka, siedząca w ostatniej ławce i bojąca się powiedzieć chociaż krótkiego, miłego "cześć". Ludzie nie wiedzą, że jestem Crazy Girl. Nawet moi przyjaciele. No właśnie! Przyjaciele... To dzięki nim, moje życie jest takie piękne. Przy nich jestem sobą... Szalona, z niewypalonym językiem. Lubię się kłócić. Krótko mówiąc, jestem dziwna.
Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zamknęłam laptopa i wraz z słuchawkami wsadziłam go pod łóżko. Podeszłam do drzwi i otworzyłam owemu gościowi, którymi okazali się moi przyjaciele.
- Ogarniasz to?! Crazy Girl chodzi do naszej szkoły! – Pisnęła czarnowłosa na wstępie. Usiadła sobie wygodnie na łóżko.
- Laura, to jest takie niesamowite! Od zawsze chciałem poznać CG, może się zaprzyjaźnimy i wyjdzie z tego miłość? – Kiedy usłyszałam słowa blondyna, zatkało mnie. I właśnie dlatego nie chcę im mówić, że to ja.
- A ja poproszę ją o autograf! Od dziś, noszę ketchup w spodniach! – Krzyknął rudzielec, wyjmując czerwony sos. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- To super nie? Dziewczyna chodzi do naszej szkoły, ale nie chce się ujawnić. – Uśmiechnęłam się, patrząc na rozmarzonych przyjaciół. Denerwuje mnie to już. CIĄGLE gadają tylko o mnie! To znaczy... O Crazy Girl.
- Niech się ujawni! – Jęknął Ross, spoglądając smutno na mnie i innych.
- Idziemy gdzieś? – Zmieniłam temat. Miałam dość tych ciągłych rozmów o dziewczynie, która i tak w życiu się nie ujawni! Czyli o mnie.
- Ciekawe jak ona wygląda, nie? – Raini spojrzała na wszystkich znajdujących się w moim pokoju. Znowu się zaczyna...
- Myślę, że ma błękitne oczy i blond włosy. – Stwierdził Calum, główkując. On myśli? Widać Ross wpadł na to samo co ja...
- Ty myślisz? – Zachichotał blondyn, ale kiedy spotkał groźny wzrok rudzielca, od razu się uspokoił. – A moim zdaniem ma głębokie, ciemne spojrzenie... I jest brunetką.
Omal nie spadłam z krzesła, kiedy podał moją podobiznę. Udawałam, że w ogóle nie myślałam o sobie.
- Ciemne spojrzenie, to znaczy jakie? – Zapytał Calum, podpierając jedną ręką swoją brodę, a drugą trzymał na biodrze. Oczy miał przymrużone, jakby w ogóle nie rozumiał. Patrzał na Ross'a, który o mało nie zemdlał ze śmiechu.
- Czyli takie czekoladowe, głąbie. – Pacnął go w głowę, a ten spadł z łóżka. Calum wziął poduszkę i zaczął nią okładać blondyna, na co ten piszczał jak dziewczynka.
- Uspokójcie się! – Wrzasnęłam na chłopaków i dziewczynę, która też dołączyła do ich "bitwy". Spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Dotychczas lubiłaś wojnę na poduszki, co się stało? – Zapytała Raini, nie rozumiejąc mojego zachowania. Tak... Ostatnio mam problemy.
Ostatnio, czyli od wczoraj, kiedy to rodzice postanowili się rozwieść. Teraz będą o mnie "walczyć", a ja nie mam zamiaru wybierać pomiędzy nimi. Kocham ich tak samo, więc co mam poradzić. Tylko, że jest problem. Jeśli chcę być z mamą, muszę wyjechać do Los Angeles, a jeśli z tatą, zostaję tu. Jeśli bym była zmuszona do wybierania, wybrałabym tatę, ponieważ nie chcę opuszczać szkoły i moich przyjaciół. Choć tym czynem na pewno zraniłabym mamę...
- Lau, co jest? – Powtórzyła pytanie. Spojrzałam na nich smutnym wzrokiem. Chętnie zapytałabym ich o poradę, ale oni nigdy nie zrozumieją jak to jest wybierać, miedzy dwoma kochającymi osobami.
- Nic, po prostu mam zły dzień. – Wymusiłam uśmiech. Nagle zadzwoniła kogoś komórka. Czy to był dzwonek? Nie. To było raczej... Muczenie krowy? Zapewne komórka Calum'a.
- O nie... Mama karze mi wracać do domu. – Oburzył się patrząc na ekran swojego niebieskiego iPhone'a.
- Co? Tak szybko? Dlaczego? – Zasmucił się blondyn i zajrzał w jego komórkę. W pewnej chwili wybuchnął śmiechem, przez co ja prawie dostałam zawału.
- M... Hahahhaha... Musisz co? Hahahahahahaha... – Patrzałam na Ross'a, jak na jakiegoś idiotę. Zresztą nie tylko ja. On leżał natomiast na podłodze i zwijał się ze śmiechu. Podeszłam do niego, biorąc z mojego biurka szklankę wody. Przechyliłam ją, a cała jej zawartość wylała się na chłopaka.
Momentalnie śmiech ucichł. Chłopak oburzony moim postępowaniem, wstał i przetarł twarz rękawem od swojej koszulki. Poczochrał włosy, przez co wyglądał słodko! Spojrzał na mnie wzrokiem, przez który zdałam sobie sprawę, że lepiej było nie zaczynać...
- Wiesz, że zadarłaś nie z tym blondynem co trzeba? – Zapytał i zaczął do mnie podchodzić.
- Ross, ja nie mam dzisiaj nastroju na żarty. Zrobiłam tak, ponieważ nie chciałeś się uspokoić, poza tym muszę się uczyć na jutrzejszy sprawdzian z geografii... – Usiadłam na łóżku i pokazałam im książkę.
- To jutro jest sprawdzian?! – Wrzasnęła Raini, zrywając się na proste nogi. Cała ona!
- Tak... Pani mówiła to jakieś dwa tygodnie temu. – Spojrzałam na nią z podniesionymi brwiami. Ta nie mówiąc, ani me, ani be, po prostu wybiegła z pokoju.
Rudzielec też po chwili się pożegnał i poszedł. Jednak Ross nadal stał w moim pokoju. Trochę byłam zdziwiona, bo nie wiedziałam o co mu chodzi. Patrzał się na mnie, jak na ducha.
- O co chodzi? – Zapytał i usiadł obok mnie. Czasami wydaje mi się, że jesteśmy spokrewnieni...
- Nic. Już mówiłam, że muszę się uczyć. – Powiedziałam otwierając podręcznik. W jednej chwili, książka leżała na podłodze, a ja znowu ujrzałam twarz blondyna.
- Mnie nie oszukasz, wiesz o tym? – Uśmiechnął się. Tak naprawdę z nim jednym mogłam poważnie porozmawiać. Jest dla mnie jak... Brat! Którego nie mam. – Laura...
Spojrzał mi w oczy i ponownie się uśmiechnął. Odwzajemniłam gest.
- No bo... Chodzi o to, że... Moi rodzice chcą się rozwieść. – Opadłam na łóżko, a obok mnie położył się blondyn.
- Jak to... Przecież miesiąc temu mówiłaś, że wszystko w porządku i, że się pogodzili. – Zdziwił się. Sama byłam zdziwiona ich zachowaniem. Ten miesiąc było dobrze, a tu tak nagle wczoraj mówią mi, że chcą się rozwieść.
- No tak, tylko... Podsłuchałam ich wczorajszą rozmowę. Mówili coś o tym, że to będzie dla mojego dobra. Że nie chcą mnie ranić kolejnymi kłótniami. – Westchnęłam ciężko. Zawsze myślałam, że oni to w końcu zrobią. Ale dlaczego w takiej chwili, kiedy odnalazłam prawdziwą siebie, będąc Crazy Girl?
Przecież... Dobra, może i w Los Angeles też bym mogła nią być, ale bez Ross'a, Raini i Calum'a, to już nie to samo. Oni mi dali nowe życie. Przy nich jestem sobą i się tego nie wstydzę! A jeśli mama jednak wygra sprawę w sądzie i wyjadę z nią do LA? Nowa szkoła, ludzie, a przede wszystkim brak bliskich... Brak przyjaciół!
- Aha... Ale jeśli twój tata wygra, to będziesz spotykać się z mamą, a jeśli twoja mama wygra, to będziesz spotykać się z mamą. Nie będziesz aż tak bardzo cierpiała, jak dotychczas, słysząc ich kłótnie. – Powiedział, jakby to było rzeczywiste. Niestety takie nie było! Boję się, że stracić kogokolwiek...
- To nie do końca tak jest... Bo jeśli tata wygra, zostaję z nim w Miami, ale jeśli mama, to... – Zatrzymałam się na chwilę, analizując jego wyraz twarzy. Był trochę zdenerwowany, tym co zaraz powiem. – To na zawsze wyjadę do Los Angeles.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz